W sobotę wspólnie z małżem, księdzem proboszczem Tomaszem i gospodynią proboszcza Tomasza – Agą, co to nas odwiedzili przy okazji, bo wcale nie odwiedziny celem były drogi z Bażyn do stolicy przebytej a rajd barbórkowy, pojechaliśmy wespół zespół na Puławską (na letnich oponach pojechaliśmy więc jazda z puli extreem) oglądać Dusterka synka (bo dacia to już raczej córka) cudo nowe, nasze, wspólne. Podniecona faktem owym ale nie seksualnie tylko duchowo źle znosiłam księdza proboszcza Tomasza komentarze dotyczące podwójnego malowania karoserii, bo to niby wypadki na lawetach w trakcie transportu się zdarzają i inne takie opowiastki snuł mnie tym samym rozdrażniając. W każdym razie dojechaliśmy, auto stało i…sobie obejrzałam zarys niewyraźny bo warstwa śniegu niczym pierzyna otulała „cudo nowe, nasze, wspólne” i moje wprawne oko choćby chciało rysy by nie dostrzegło. Ksiądz proboszcz Tomasz przychylnym okiem spojrzał, auto pozytywnie ocenił, obiecywał (ale na nic świętego i to mogło dać do myślenia), że się przy dealerze odzywał nie będzie, ale chyba nie wytrzymał – myślę sobie taka jego duchowna natura – i jęzorem trzaskał. Niemniej obydwoje z małżem byliśmy tak ekstremalnie i maksymalnie podnieceni i podekscytowani, że nic nie było w stanie zburzyć naszego małżeńskiego błogostanu. Zostawiliśmy cały osprzęt do montowania i… chyba na dniach będzie nowe auto.
Podobno nie będę mogła nim jeździc do czasu dotarcia, podobno, ale kto by sie przejmował takim szowinistycznym gadaniem; małż systematycznie i cyklicznie był przez ksiedza proboszcza Tomasza podjudzany, nakrecany, powiedziałabym nawet buntowany. Ależ te księdza to szowinisty!
Dusterek synuś jest, na dniach będzie nas otulał wnętrzem swym
Ależ jestem szczęśliwa….
małż chyba też
myślę, że z pewnością



