Zeszłotygodniowy telefon rodzicielki był swoistym poranno – popołudniowym prysznicem, w sumie nie tyle sam telefon, ile rozmowa dzięki niemu przeprowadzona. Zaczęło się niewinnie, jak większość matczyno-córecznych rozmów się zaczyna, czyli od pytań: jak tam, co tam, jaka pogoda, jakie samopoczucie żeby gładko przejść do pytania zasadniczego, mianowicie: czy mamy już zabukowany na wesele jakikolwiek zespół muzyczny. No to odpowiadam, zgodnie zresztą z prawdą i stanem faktycznym, że owszem nie, i że (ooo ja naiwna) mamy jeszcze praktycznie 4 miesiące! Niech więc Pani Matka nie panikuje. Na tym mniej więcej etapie spokój rozmowy został definitywnie zażegnany. Dowiedziałam się, że o niczym nie myślimy, że Ona już dawno podała mi/nam namiary na wszelakie zespoły grające z Nidzicy, a ja nie raczyłam zadzwonić, dowiedzieć się, zarezerwować… Puenta: k…wa tak się skończy, że będziemy tańczyć przy gramofonie! Hmm wysublimowane to ale…z braku laku i przy grzebieniu człowiek nogami i rączkami powywija. Rozmowę zakończyłyśmy moją obietnicą poprawy w tej materii (jednej z najważniejszych, bo zawsze – nawet przypalana żelazkiem – będę twierdziła, iż na weselu najważniejsza jest zimna wódka i dobra nuta). Lekko przestraszona uruchomiłam znajomości ku zdobyciu odpowiednich numerów telefonów. Tel. nr 1. do brata znajomej: nie żartuj, że chcesz znaleźć zespół na wrzesień tego roku, jak my mamy zajęty terminarz już na przyszyły rok! Telefon zdobyty od brata znajomej do znanego, dobrego zespołu z Olsztyna. Owszem mają wolny termin. Przesłuchałam demo…fajnie grają, ale cena na tyle zaporowa, że żeby zmieścić się w weselnym budżecie musiałabym do ślubu iść w halce a Toma w hawajskiej koszuli. Na szczęście udało się! Po raz kolejny. Będzie grane na weselisku – i to nie żadne DJ-owe pitu pitu (z całym szacunkiem dla didżejowej braci) z płytek - na prawdziwych instrumentach! Sztuk zarezerwowany zespół liczy trzy. Podstawowy skład to dwóch muzyków, niemniej zaszalałam i zażyczyłam sobie wersję eksclusive czyli z wokalistką. Brat znajomej, którego spokojnie mogę nazwać znajomym powiedział, że oni (męska cześć) unieruchomieni instrumentami, dziewczyna natomiast z tych ruszających się więc zawsze to lepiej dla oka (a pewnie, szczególnie dla każdego męskiego) i dla ucha owszem też. Kolejny mały krok…



