Zeszłotygodniowy telefon rodzicielki był swoistym poranno – popołudniowym prysznicem, w sumie nie tyle sam telefon, ile rozmowa dzięki niemu przeprowadzona. Zaczęło się niewinnie, jak większość matczyno-córecznych rozmów się zaczyna, czyli od pytań: jak tam, co tam, jaka pogoda, jakie samopoczucie żeby gładko przejść do pytania zasadniczego, mianowicie: czy mamy już zabukowany na wesele jakikolwiek zespół muzyczny. No to odpowiadam, zgodnie zresztą z prawdą i stanem faktycznym, że owszem nie, i Read More ...



